wtorek, 4 września 2012

Ted

Premiera tego filmu w Polsce wyznaczona jest na 7 września, macie wiec czas zapoznać się z recenzją i postanowić czy wybierzecie się na niego do kina:)



Moje przypuszczenia były takie; będzie to jedna z wielu głupio-śmiesznych komedii w stylu American Pie, pełna wulgaryzmów, mało zabawnych tekstów i obrzydliwych sytuacji gastryczno-erotycznych.

No i muszę przyznać, ze pomyliłam się!

Nie brakuje wulgarnych tekstów (dorosły Ted zachowuje się jak typowy facet:)) ale scenariusz został przemyślany i w pewien sposób można ten film określić jako kino familijne! Ale wstrzymajcie się i nie zabierajcie na niego dzieci.



Jest to całkiem mądra historia o Johnie Bennecie (Mark Wahlberg), który w dzieciństwie nie miał za wielu przyjaciół. Spełnia się jego życzenie i sprezentowana pluszowa zabawka ozywa, tak rodzi się Teddy. Z początkowo Ted to niewinny, grzeczny miś, jednak jak my wszyscy - dorasta. Pali trawkę, prowadzi samochód, podrywa kobiety. Problem pojawia się gdy John próbuje ułożyć sobie życie z Lori Collins (przepiękna i moja ulubiona aktorka -- Mila Kunis). Rozdarty między dziewczyną a najlepszym przyjacielem musi dokonać niełatwego wyboru. Tak jak napisałam - scenariusz napisał ktoś z głowa na karku. Wczuwamy się w emocje głównego bohatera, żal nam miśka ale współczujemy tez narzeczonej. Pojawia się również czarny charakter czyli faszystowski ojciec z synem, którzy za wszelką cenę chcą porwać gadającego Miśka.





Historia o wyborach, prawdziwej przyjaźni i miłości - nie tego się po tym filmie spodziewałam.

Jeżeli chodzi o główną postać czyli samego Teda to ma niezłe riposty a głos rubaszny i bardzo męski - dobry, amerykański dubbing (głos podkłada Seth MacFarlane).


Film oryginalny, niezła komedia. W niektórych momentach zaśmiejecie się w głos, a takich filmów jest produkowanych ostatnio niewiele.

I jednym z fundamentalnych powodów dla których musicie go zobaczyć jest wspominana wcześniej Mila Kunis.  Piękna, zgrabna i zachwycająca. Z filmu na film wygląda lepiej. Gra aktorska również pozostaje bez zarzutów.


Moja ocena; 7/10! Nie pożałujecie oglądając Teda na dużym ekranie:) Jednak ocena ta jest subiektywna i nie gwarantuje zwrotu kosztów za bilet ;)


sobota, 1 września 2012

Merida Waleczna / Brave

Ostatni post dotyczył typowego męskiego kina, wiec teraz pora na... film animowany! :)



Studio Disney/Pixar (bo od 2006 roku drugi jest w posiadaniu pierwszego) postanowiło zerwać ze stereotypem bajkowej księżniczki. Nie chodzi już o biedne dziewczątka, których jedynym celem życiowym jest znaleźć jedną, jedyną miłość na całe życie. Merida Waleczna zajmuje głos w patriarchalnym postrzeganiu świata. Jest wyemancypowana, nie podporządkowuje się tradycji, buntuje przeciwko matce. Wolny czas spędza na strzelaniu z łuku, a w pięknej, balowej sukience dosłownie się dusi! Toż to bajkowa rewolucja! W dodatku Merida to pierwsza kobieca główna postać w historii twórczości Pixar! (jak dowiedziałam się z sierpniowego Filmu). Faktycznie - w porównaniu do Toy Story czy chociażby Gdzie jest Nemo. W dodatku w Meridzie Walecznej to kobiety mają najwięcej do powiedzenia.



Głównym wątkiem jest własnie swoisty bunt głównej bohaterki przeciwko matce. Merida nie chce wychodzić za maż, idzie do czarodziejki, która daje jej wątpliwego pochodzenia ciastko spełniające życzenia. Już niedługo dziewczyna przekona się, ze niektóre życzenia lepiej niech pozostaną nie spełnione.

Mamy do czynienia z przyjemna dla oka, humorystyczną, mądrą i przemyślaną bajką. Postaci są interesujące, oryginalne i zabawne.



Bajka jest niestandardowa, w niektórych momentach wychodzi ze schematu, możemy się czuć zaskoczeni.



Humor jest niewymuszony, nie ma głupich dialogów, które wydaja się stworzone wyłącznie dla starszej publiki mimo, że film stworzono dla dzieci. Zaskoczeniem dla mnie był wyjątkowo dobry polski dubbing.

Jedynym ''rozczarowaniem'' może być zakończenie. Tutaj Disney trzyma się schematów i starego, dobrego (?) happy endu. Ale cóż.. w dobie dzisiejszych bajek, które zamiast śmieszyć i uczyć wprawiają w zażenowanie to twórcy Meridy spisali się bajecznie!:)

Moja ocena: 7/10! 

czwartek, 30 sierpnia 2012

Niezniszczalni 2 / The Expendables II


No i stało się! Obejrzałam film, który został okrzyknięty historycznym jeszcze przed swoją premierą i muszę przyznać, że nie bezpodstawnie. Pamiętając pierwszą część, byłam sceptycznie nastawiona przed pójściem do kina na kolejną. Choćby dlatego, że dobry sequel zdarza się raz na milion. Jednak tym razem było inaczej, a stara zasada twórców filmów: głośniej, szybciej, efektowniej – przyniosła oczekiwane rezultaty.




Muszę jeszcze podkreślić, że w kategorii kino akcji o dziwo nie jestem  zupełnym laikiem, więc takie tytuły, jak:  Rocky, Szklana pułapka, Kill Bill, Terminator itd. nie są mi obce. Chociaż to zdecydowanie nie jest moja ulubiona kategoria, biorę pod uwagę fakt, że przy ocenie Niezniszczalnych 2 nie mogę ich stawiać na równej szali z Pięknym umysłem, czy Skazanymi na Shawshank, bo są to zupełnie różne światy.

Pierwsza sprawa, która zadziałała na korzyść filmu, a zarazem mnie zdziwiła - to fabuła. A konkretniej fakt, że ta fabuła w ogóle istniała, a przy tym była nawet interesująca. W wielkim skrócie: grupa kilku niezniszczalnych mięśniaków dostaje zlecenie od  Mr. Churcha (Willis). Mają zadbać, by broń masowego rażenia nie trafiła w niepowołane ręce. Pozornie łatwa (w ich oczach) operacja zaczyna się komplikować, gdy jeden członek ich grupy zostaje zabity przez „tych złych”. Chęć zemsty i pomszczenia przyjaciela sprawia, że niezniszczalni stają się jeszcze bardziej nieustraszeni. Jak nietrudno się domyślić, później zalewa nas już tylko fala pocisków, ciosów i widok monstrualnych mięśni.


Stallone, Statham, Li, Lundgren, Norris, Crews, Couture, Hemswort,Van –Damme, Willis, Schwarzenegger, Adkins

 


Nie da się ukryć, że już sama obsada robi ogromne wrażenie. Tak wiele gwiazd kina sensacyjnego w jednym filmie to zdecydowanie niecodzienny widok. Mimo, że nie każdy z nich mógł odgrywać główną rolę, to scenarzyści (Stallone i Wenk) zadbali, by wszyscy mieli swoje pięć minut i mogli popisać się zarówno siłą fizyczną, jak i silną autoironią. Właśnie to poczucie humoru i ogromny dystans do siebie, jaki prezentują ci starsi panowie, tak bardzo uatrakcyjnił seans. Widać, że mężczyźni są świadomi upływających lat, z czym się godzą, a nawet potrafią z tego zażartować. Walka i głośne wybuchy przeplatane dowcipami oraz cytatami z klasyków gatunku, sprawiają że Niezniszczalni 2 to jeden z lepszych filmów 2012 roku. Koneserom tej kategorii zapewne szczególnie spodobają się (lub już spodobały) dwa końcowe pojedynki: Statham vs Adkins oraz  Stallon vs Van Damme –  chociaż ja niejednokrotnie musiałam zasłaniać  oczy ;)

Szkoda tylko, że w opisach, recenzjach, zwiastunach – nie wspominając już o głównym plakacie filmu, nie ma żadnej wzmianki o aktorce Nan Yu, którą widzimy na ekranie o wiele częściej niż np.: Li, Norrisa czy nawet Willisa. Zapewne dlatego, by nie odstraszyć przyszłych widzów i wielkich fanów męskiego kina przed zobaczeniem tego filmu. A to zupełnie niepotrzebnie, ponieważ postać Nan Yu również potrafi się bić, a do tego jest najmądrzejsza z całej ekipy. Poza tym nie trzeba się martwić o sprawy damsko – męskie, bo wątek romantyczny nie został rozbudowany i do żadnego romansu nie doszło. 


Zachęcam do obejrzenia Niezniszczalnych 2 w kinie, ponieważ duży ekran i solidne nagłośnienie zdecydowanie działają tutaj na korzyść filmu i sprawiają, że wspomniane „głośniej, szybciej, efektowniej”  spełnia swoje zadanie. 




Tytus Andronikus

Na początku recenzji pragnę Was ostrzec, ze opisywany przeze mnie film nadaje się do obejrzenia tylko przez ludzi o mocnych nerwach. Sceny z niego zostaną w Waszej pamięci na bardzo, BARDZO długi czas wiec lepiej przemyślcie zapoznanie się z tą produkcją.



Film powstał na podstawie dzieła samego Williama Szekspira. Ponoć jest to najokrutniejszy z tworów pisarza.

Reżyserka Julie Taymur połączyła dwie epoki; starożytną i współczesną. Pomimo, iż film tyczy się głównie rzymskich legionów to mamy też wstawki ze współczesności; garnitury, rockową muzykę i automaty do gier. Jest to jeden z powodów dla których ta produkcja wydaje mi się tak interesująca i oryginalna.

Tytus Andronikus wraca ze zwycięskiej wojny. Musi poświecić jednego z pojmanych jeńców i tak wchodzi w konflikt z matką ofiary Tamorą. Mówi się, ze zdesperowane kobiety zdolne są do wszystkiego i film ten jest tego potwierdzeniem. Ofiary wciągnięte są w krwawe odwety, niektóre sceny są naprawdę makabryczne, okrutne ale niezapomniane. 

Gdybym miała wybrać jedno słowo jakie zostało mi po seansie tego filmu byłaby to: ''brutalność''.

Utrudnieniem, a raczej ''do przyzwyczajenia'' jest język postaci filmu, który słyszymy raczej na deskach teatru niż w filmie.

Najbardziej wybijającym się niesamowitą grą aktorską był w Tytusie Anthony Hopkins (ale kogo to dziwi?) grający tytułowego bohatera.


Podsumowując: jeżeli chcecie zapoznać się z mało znanym dziełem Szekspira - obejrzyjcie Tytusa Andronikusa. 
Jeżeli ciekawi Was najokrutniejsza według mnie filmowa zemsta - obejrzyjcie Tytusa Andronikusa.
Jeśli macie ochotę na ''coś innego'', brutalnego ale wyjątkowo oryginalnego - obejrzycie Tytusa Andronikusa.

Moja ocena; 8/10!