piątek, 2 stycznia 2015

Pani z Przedszkola

   Najgorsze w pisaniu o filmach, jest redagowanie tekstu o produkcjach nijakich. Te świetne opisuje się z przyjemnością i niegasnącym uśmiechem, te złe z zajadliwością i zacięciem, a po fakcie czujemy się lepiej. Najciężej jest pisać o filmach, które niczym nie zachwycają, ale nie są kalibru Kac Wawy czy Obcego Ciała.


   Siadamy razem z Simlatem na kozetce u psychologa. Stan jego umysłu wyrokuje M. Dziędziel. Problem jest dotkliwy, ponieważ bohater cierpi na przedwczesny wytrysk. Nie wiedzieć czemu winy tego stanu psycholog doszukał się w rodzicach pacjenta. I tak stajemy się świadkami alternatywnych scenariuszy z życia bohatera, w których pierwsze skrzypce gra Pani z Przedszkola - Karolina Gruszka.


   Po ostrych słowach krytyki Tomasza Raczka, wiedziałam, że film wywołać może u mnie wszelkie emocje, poza zachwytem. Potwierdzam to, co napisali wszyscy, którzy widzieli ten film - trailer wprowadza w błąd, bezczelnie kłamie i co najgorsze - daje nadzieje. Nawet plakat jest fałszywką, obiecując jakąś polską Megan Fox, a potem dowiadujemy się, że jest to Karolina Gruszka gdzieniegdzie poprawiona fotoszopem. I pisze to kobieta! Już sobie wyobrażam oburzenie niektórych męskich widzów:) Główny zarzut jaki mam do trailera, to to, że zapowiada film, który będzie składał się w jedną kompletną historię, liczyłam na wyczerpującą opowieść, która złoży się w jakiś zabawny ogół. Ale nie. Ten film jest po prostu zrobiony po najniższej linii oporu. Tu niedopowiedzenia, tam niedociągnięcia. Ale jak ma się przed Oscarową Kuleszę na plakacie, to przecież ludzie przyjdą.

   Co do samej Kuleszy, to czasami żal było patrzeć, jak tak dobra aktorka zastanawia się ''Czy swędzi ją cipka''. Myślała chyba, że bierze udział w jakieś alternatywnej, off-topowej komedii. Nie świadomie stała się jedynym jasnym elementem tego filmu. Co do tytułowej roli, to miałam wrażenie, ze gdyby film powstawał w JuEsEj Panią z Przedszkola zagrałaby jakaś uwodzicielska blondynka w stylu Charlize Theron, albo chociażby Cameron Diaz. A u nas... szkoda pisać.

   Gdyby komedia Kryształowicza opowiadała faktycznie historię zakochanych w przedszkolance rodziców małego chłopca, chociażby jedynie zadurzonych w jej fizyczności. Okraszone byłoby to humorem na poziomie (bo mało kogo śmieszy słowo ''cipka'') i wyszłaby całkiem przyjemna historia. Ten film jednak był ''dziwny' i jest to najlepsze na niego określenie, które padło z ust moich i Agaty chyba kilka razy podczas seansu.

   Muszę jednak, jako niezależny krytyk nadmienić, że film znalazł swoich fanów w kinowej sali. Siedziały przed nami typowe Polaczki-Cebulaczki, czyli rozmowa na głos, wstawanie, głośne jedzenie i rażeniem smartfonem po oczach innych widzów - dozwolone. Męski przedstawiciel gatunku rechotał jak tylko usłyszał słowo ''zerżnąć''. Samica zachwycała się natomiast grą aktorską głównej bohaterki, i tu cytat: 'Ta Kulesza jest na MAXA dobra, na maxiora''.

Więc cóż ja tam wiem! 4/10.

wtorek, 30 grudnia 2014

Obce Ciało


Nie poszłam na ten film świadoma. Tytułu nie mogłam połączyć z niczym, a już zupełnie nie z aferą ''śmiejący się krytycy na premierze''. Dlatego podeszłam do sprawy zupełnie obiektywnie. Agata na końcu mnie wyśmiała: ''To Ty liczyłaś na DOBRY film?''. Na dobry to może nie, ale myślę, że nawet jej nic nie przygotowało na to, co miała zobaczyć.

24 godziny po fakcie mogę powiedzieć, że się otrząsnęłam. 

Na wstępie chcę napisać, że nie jestem nastawiona ''na nie'', dlatego, że reżyser przedstawił kobiety w złym świetle. Daleko mi do feminizmu, a i jestem pewna, że znajdą się osoby, które autorki tego bloga określą w niektórych kwestiach wrednymi egoistkami, z czym się zgadzamy. Niektóre kobiety to wredne suki (to już nie o nas), ale nikt normalny nie potrzebuje filmu by się do tego przekonać. W obu płciach zdarzają się ''ciężkie'' przypadki, ale chyba wszyscy racjonalnie myślący ludzie mają tego świadomość  Więc nie mianuję się obrońcą kobiet.

Ten film był chłamem. Reżyser zignorował wszelkie racjonalne przesłanki, w szczególności jeden głos rozsądku: ''Nie rób tego filmu''. Dawno, naprawdę DAWNO nie widziałam filmu tak wyzutego z trzeźwości, rozsądku i racjonalności. Nie pamiętam, czy kiedykolwiek widziałam produkcję, która się tak nie ''kleiła''. Na czele z Grochowską, która raziła sztucznością. Nie wiem, czy pomyliła scenariusze, czy przyszła na zły plan filmowy, ale na ekranie irytowała nas szczególnie. Dostała epizod ''zimnej suki'' z uwielbieniem do lekkiego sado-maso. Dobra aktorka dostała fatalną postać i zupełnie nie umiała się w tym odnaleźć, gubiła się cholernie. Gdy tylko pojawiała się na ekranie, razem z Agatą załamywałyśmy ręce. Krzyczała na wszystkich, wrzask to jej styl życia. Nie ważne  czy chodzi o sekretarkę, faceta, matkę czy dziecko. Była seksualnie nachalna, w bardzo dziwny i niepokojący sposób (Zanussi poczytaj Freuda, nie twórz filmów, błagam!). Drażniło wszystko, łącznie z jej fryzurą. Jej postać w pełni oddała scenariusz: bezsensowna, idiotyczna, niedorzeczna.

Ej dobra dobra, bo jeszcze nie powiedziałam nic o fabule.

Zanussi, który zna się na kobietach jak ksiądz na zakładaniu rodziny, jak stolarz na modzie i jak ja na fizyce kwantowej postanowił ostudzić trochę wizerunek dobrej, anielskiej kobiety. I tak, powstało kilka historii, ZUPEŁNIE ZE SOBĄ NIE POWIĄZANYCH, które przedstawiają kobiety w złym świetle. Agata Buzek gra zakonnicę, która wybiera Boga zamiast przystojnego Włocha. Grochowska jest na drażliwa CEO z wiecznym PMSem pewnej warszawskiej firmy, która nie wiadomo czym się zajmuje, bo w filmie nie pada o tym słowo. Weronika Rosati ma być na bakier z moralnością, co znaczy, że ma się puszczać bez żadnej wyższej ideologii. Wstrząsające. Dziękuję za oświecenie, bo nie wiedziałam, że po świecie chodzą takie potwory!

 Wiecie co mnie najbardziej wkurza? ZOIW - Zupełne Olanie Inteligencji Widza. Już nieważne,  że film jest do bólu schematyczny (SPOILER gdy ktoś ląduje w rosyjskim wiezieniu to OCZYWIŚCIE, że musi być zgwałcony, gdy niezależne kobiety siedzą koło siebie, piją wino, a w tle leci jazz, to OCZYWIŚCIE musza się pocałować KONIEC SPOILERA) ale scena, w której Grochowska zamawia męskie prostytutki bez podania adresu, na który mają przyjechać mnie... obraziła. Kadr, w którym przeżywający rozpacz mężczyzna gapi się na pulpit monitora, na którym widzimy poruszający się kosmos to jest jakieś szyderstwo z ludzkiego rozsądku. To, że na siłę (jak wciśnięcie kokosa w dziurkę od klucza) wmontowano tam wątek umierającego ojca pewnego żebraka oraz kryminalną intrygę to jest kpina! Sceny typu ''gołąb'', gdzie Grochowska wychodzi ze swojego domu zauważa psa, rzuca mu coś do jedzenia, a gdy zwierzak to olewa, ona ciska z wściekłością talerzem. 

Tak więc: Szanowny Panie Zanussi, za takie filmy powinno się przepraszać. Śmiech to najłagodniejsza reakcja z jaką powinien się Pan liczyć. To tak, jakby podsunął Pan komuś do powąchania gówno, a ta osoba wciąż by się uśmiechała.

3/10 - tylko dlatego, że o dziwo widziałam gorsze filmy.


niedziela, 28 grudnia 2014

A Merry Friggin' Christmas




   Choć w tytule gości ''Merry'', to Święta rodziny Mitchlerów wcale nie należą do sielanki najczęściej przedstawianej w przedświątecznych produkcjach. Głównie ze względu na ciężki charakter głowy rodziny - Mitcha - w tej roli Robin Williams. Boyd Mitchler cierpnie na myśli o rodzinnych Świętach - wszystko przez to, ze ojciec zepsuł mu je za młodu. Wymagający, nie dający się lubić Mitch uważał Świętego Mikołaja, Wielkanocnego Zająca i resztę Strażników Marzeń za bujdę. Wróżka Zębuszka zasłużyła sobie nawet na miano zboczeńca. Nie oszukujmy się - nie to chce słyszeć na Święta kilkulatek. Gdy więc Boyd sam zostaje ojcem, stara się spełniać wszystkie świąteczne życzenia syna. W wyniku losowych, nie do końca wiarygodnych, jak na komedie przystało, wydarzeń rodzicom zapomina się wziąć prezentów dla syna, przez co Boyd ląduje ze znienawidzonym ojcem w jednym samochodzie. Ich celem jest powrot do Chicago po prezenty i tym samym uratowanie Świąt. 



   Film redakcja ILWM uznała za typowego ''średniaka''. Mało powalająca fabuła, średnia gra aktorska, zarówno Joela McHale'a, jak i Lauren Graham (sytuacje naprawdę ratuje Robin), a większość tego, co przed chwilą widzieliśmy zapominamy gdzieś w okolicach napisów. Zaletą produkcji jest jednak odpychający, zjadliwy i okropny charakter Mitcha, przez co historia staje się choć odrobinę ciekawsza. Jeżeli ktoś z Was nie rozmawia z własnym ojcem, to z pewnością znajdzie tutaj odnośniki do własnego życia. Całość jednak nie zasługuje na więcej niż 6. 


środa, 24 grudnia 2014

Wypaczony gust świąteczny



Z uwagi na poważny charakter dzisiejszego dnia postanowiłyśmy poruszyć niezwykle istotną, ale zaniedbywaną na tym blogu kwestię: "W co się ubrać"?

Wieczór wigilijny to doskonała okazja na zorganizowanie w swoich domach imprezy tematycznej, pt. "Włóż na siebie święta". Obowiązkowym elementem każdej kreacji jest oczywiście sweter. Ale nie byle jaki - najbardziej zimowy i obciachowy, jak tylko jest to możliwe. 

Poniżej przedstawiamy ranking największych hitów każdego grudniowo-swetrowego sezonu. Wśród bohaterów filmowych wyłowiłyśmy perełki, które mogą zainspirować niejednego modowego zapaleńca

Miejsce 6 : Cała rodzina z "W krzywym zwierciadle: Witaj, Święty Mikołaju" - Za solidarne podejście do tematu. Warto też zwrócić uwagę na piękne kolorystyczne zgranie się państwa Griswoldów. Nie ma tutaj miejsca na przypadek, oni znają się na trendach!



Miejsce 5: Tom Valco (James Gandolfini) w "Przetrwać święta". W takim swetrze można przetrwać wszystko, nie tylko święta! Śnieżynkowy motyw przewodni to doskonała alternatywna dla tych, którym się marzy "White Christmas".



Miejsce 4: "Śnięty Mikołaj 3", który kolejny raz udowodnił, jak inteligentnym jest kolesiem - renifery zawsze pod ręką. 



Miejsce 3: John z "To właśnie miłość" wie, jak przyciągnąć uwagę tłumów. Plus za brak ciężkich dodatków, które mogłyby być przytłaczające dla całej stylizacji.



Miejsce 2: Pan Darcy - po prostu klasa sama w sobie x 2! 



Miejsce 1: Rodzina z "Wesołych Świąt". Renifery 3D są nie tylko efektowne, ale jakże praktyczne! Wcale nie zahaczają osób, z krórymi trzeba się uściskać przy składaniu życzeń, a utrzymanie ich w czystości jest dziecinnie proste.



BEZ OBAW! PO ŚWIĘTACH WRACAMY DO RECENZOWANIA FILMÓW. :D