Recenzja filmu "Ziarno prawdy"
O tym, że jestem wielką fanką
polskich dramatów, wspominałam już chyba milion razy. W ogóle bardzo lubię
polskie kino, bronię go w dyskusjach ze znajomymi, ale też nie jestem ślepa.
Mam oczy i dostrzegam sporą grupę gatunków filmowych, z komediami na czele, z
którymi polscy filmowcy po prostu sobie nie radzą. Właśnie dlatego, że
thrillery również nie są naszym dobrem narodowym, szłam na „Ziarno prawdy” z
dużą dawką dystansu, ale nie sceptycyzmu.
O czym:
W Sandomierzu
zostaje popełniona straszliwa zbrodnia. Nagie ciało zamordowanej kobiety,
powszechnie lubianej działaczki społecznej, zostaje podrzucone w miejscu
publicznym. Sposób, w jaki pozbawiono ją życia, przywodzi na myśl mord
rytualny. Lokalni stróże prawa pod wodzą niedawnego gwiazdora stołecznej
prokuratury, Teodora Szackiego, będą musieli nie tylko rozwiązać zagadkę
kryminalną, ale także stawić czoło rozhisteryzowanej opinii publicznej. Film
Borysa Lankosza „Ziarno prawdy” został oparty na drugiej części trylogii
kryminalnej Zygmunta Miłoszewskiego o tym samym tytule, której bohaterem jest
prokurator Teodor Szacki (Opis pochodzący z materiałów prasowych Studia Rewers
i Next Film).
Lubię/Nie lubię?
W związku z
tym, że nie czytałam jeszcze książki, mogę ocenić wyłącznie to, co zobaczyłam
na ekranie – bez wytykania ewentualnych rozbieżności z powieścią. Filmowe „Ziarno
prawdy” broni się przede wszystkim błyskotliwymi dialogami. Żwawe dyskusje,
cięte riposty i specyficzne poczucie humoru kupiłam w 100%. Do tego zdystansowanie
do typowo polskich zachowań i toku myślenia wielu naszych rodaków – świetna sprawa.
Momentami, bawiłam się o wiele lepiej, niż na większości oglądanych komedii!
Mimo tego, twórcom (na szczęście) udało się wprowadzić nieco ponurego i
mrocznego klimatu, bez którego trudno byłoby mówić o „Ziarnie prawdy” jako o
filmie kryminalnym. Zatem – kryminał ok, jak najbardziej, ale czy thriller? To
już chyba za duże słowa, zwłaszcza, że ja (tak! nawet ja!) wzdrygnęłam się przestraszona
dosłownie jeden raz.
![]() |
| Robert Więckiewicz jako prokurator Szacki zdjęcie: materiały prasowe |
W internecie
znalazłam komentarze niezadowolonych fanów powieści, narzekających na to, że wcielający
się w główną postać Więckiewicz, pasuje do roli Szackiego, jak Craig do Bonda
(btw.mi Craig pasuje). Po wyjściu z sali kinowej nawet zaczęłam doceniać fakt,
że lektura „Ziarna prawdy” jest jeszcze przede mną. Dzięki temu mogłam bez skrępowania
delektować się grą Roberta Więckiewicza, nie zwracając przesadnie uwagi na jego
aparycję. Aktor jest zdecydowanie mistrzem w swoim fachu! Chociaż nadal nie mam
pewności, czy to on tak doskonale wcielił się w postać sarkastycznego
prokuratora, czy może raczej to książkowy prokurator jest łudząco podobny do
Więckiewicza prywatnie? (Wątpliwości te stąd, że uczestnicząc w pokazie
prasowym mogłam się przyjrzeć aktorowi na żywo, zaraz po wyjściu z sali.
Zachowywał się dokładnie tak samo, jak postać, którą przed momentem oglądałam
na ekranie. Czyli sympatycznością nie ociekał).
W filmie wystąpili również m.in.: Magdalena Walach, Jerzy Trela, Aleksandra Hamkało, Arkadiusz Jakubik oraz Krzysztof Pieczyński (który stworzył naprawdę bardzo dobrą scenę pod koniec filmu).
![]() |
| Jerzy Trela, Aleksandra Hamkało, Magdalena Walach zdjęcie: materiały prasowe |
![]() |
| Arkadiusz Jakubik zdjęcie: materiały prasowe |
Technicznie:
Za muzykę
odpowiada Abel Korzeniowski (uwielbiam jego ścieżkę do „W.E.” Madonny!!!). Jak
słusznie zauważyła Kasia z Filmowego melanżu, z którą się spotkałam na pokazie
filmu, właśnie przez muzykę Korzeniowskiego „Ziarno prawdy” w pewien sposób
przywoływało na myśl filmy Polańskiego. Nie ma w tym oczywiście nic złego, bo
właśnie taka muzyka doskonale budowała lekki nastrój dreszczowca.
![]() |
| Making Of zdjecie: materiały prasowe |
Niestety,
jestem lekko zawiedziona pracą odpowiedzialnego za zdjęcia Łukasza Bielana.
Biorąc pod uwagę jego imponujące portfolio (pracował przy takich filmach, jak:
„Co gryzie Gilberta Grype’a”, „Bezsenność w Seattle”, „Życie Pi”, a obecnie
najnowsza część przygód Bonda – „Spectre”) oczekiwałam zdjęć na miarę
hollywoodzkiego hitu. Rozczarowałam się, bo gdyby nie fakt, że przed seansem
zwróciłam uwagę na to słynne nazwisko, w ogóle nie zauważyłabym, że nad
„Ziarnem prawdy” pracował tak doświadczony człowiek. W skrócie: miałam
nadzieję, że reżysera Borysa Lankosza, po współpracy z Bielanem, będę mogła
nazwać polskim odpowiednikiem Anga Lee (no dobra, popłynęłam, przecież wiem, że
to z innej beczki) – a nazwę raczej kolejnym, swojskim Smarzowskim.
Mam nadzieję,
że „Ziarno prawdy” to zapowiedź nowej ery w polskim kinie – ery udanych
kryminałów, a może już niedługo thrillerów. Jak dotąd rodzime filmy z tej
kategorii zdecydowanie nie są dobrem luksusowym, więc jeśli macie ochotę na
odrobinę takiego luksusu, to z czystym sumieniem polecam wybranie się do kina
na ekranizację powieści Miłoszewskiego. Premiera 30.stycznia.
Oceniam 7/10.
Serdeczne
podziękowania dla Studia Rewers i Next Film za możliwość uczestniczenia w
pokazie prasowym filmu (krótką fotorelację wrzucę jeszcze na dniach) oraz dla
Kasi z Filmowego melanżu za świetne towarzystwo oraz bardzo merytoryczną
dyskusję na gorąco!




.jpg)







