sobota, 2 marca 2019

Co oglądali blogerzy w minionym miesiącu?



Tym razem jest nas niewielu, ale za to zadziałaliśmy bardzo szybko. Zapraszamy na kolejny wpis z tego cyklu :)

ANIOŁ


Ewa: Ortega tworzy swego rodzaju kryminalną baśń za sprawą obranej stylistyki. Portretuje seryjnego mordercę nie skupiając się na samych jego zbrodniach, a na emocjonalnym podejściu Carlosa, zabójcy, do popełnianych czynów. Bowiem Carlos, mimo dobrego wychowania, bogobojnych rodziców, urodził się jako złodziej, który zdolny jest do wszystkiego. Odbieranie życia to dla niego pstryknięcie palcami, jak coś, do czego ma całkowite prawo - jak do wszystkiego innego na świecie także. Świetnie to podkreśla gra aktorska Lorenzo Ferro, wcielający się w głównego, tytułowego bohatera. Choć dla niektórych seans może być drogą przez mękę z powodu "dłużyzn", daję okejkę przede wszystkim za klimat oraz skupienie się na poczuciu wolności Carlosa, które było motorem napędowym wszelkich jego działań. Och, i ta muzyka - strzał w dziesiątkę!

Michał: Film widziałem przedpremierowo w styczniu i w zasadzie nic, prócz muzyki, z niego nie pamiętam. Typowy przeciętniak, który stylizowany jest na kino festiwalowe. Ciągnie się to, wlecze, choć, z tego co pamiętam, początek nie był jeszcze tak nijaki. Gdyby nie soundtrack byłaby totalna padaka – a tak może nawet komuś się to spodoba.

Agata: Teoretycznie zakrawa o thriller, a w dodatku biograficzny (wow!!), a mimo tego zdychałam z nudy. To, co lubię u Almodovara – najgorzej, że nie potrafię sprecyzować co... po prostu całokształt klimatu - u Ortegi stało się katorgą. 



MIA I BIAŁY LEW



Agata: Bardzo ważny temat poruszony w filmie (hodowla lwów, jako "zabawek" na polowania bogaczy) troszkę niknie w całokształcie infantylnej opowieści naszpikowanej głupotkami. Jednak, jako że mamy do czynienia z kinem familijnym, można na to przymknąć oko. Fantastycznie, że obraz ten kręcono aż trzy lata! Od razu widać, że dorastanie i wiążące się z tym metamorfozy aktorów, to nie efekt pracy charakteryzatorów, a po prostu natury. Nie mam też pojęcia, jak to możliwe, ale filmowa Mia i jej biały, drapieżny przyjaciel naprawdę zagrali zgrany, przyjacielski duet. Podobno bez wykorzystania komputerowych efektów specjalnych. A zdjęcia Afryki - piękne!



GREEN BOOK



Ewa: Takie feel good movies to mogę oglądać całe życie! Zapomnijmy na chwilę, że "Green book" został zaprojektowany idealnie pod złotą, hollywoodzką statuetkę, i pozachwycajmy się chwilę grą aktorską. To nie scenariusz, a Viggo Mortensen oraz Mahershala Ali "robią" ten film. Ali perfekcyjnie ukazuje wewnętrzne rozstrojenie swojej postaci oraz brak przynależności, Mortensen - wrażliwość, paradoksalną subtelność, głośnego Włocha. Zabawny, wykalkulowany, mistrzowsko zagrany film o rasizmie i przynależności klasowej, który wprawi Was w zachwyt.

Michał: Jeśli patrzeć przez pryzmat ostatnich zwycięzców najważniejszej kategorii żenującej nagrody zwanej Oscarami, film Farrelly’iego jest najlepszym tryumfatorem od lat. To ciepłe, przyjemne kino, które naprawdę dobrze się ogląda. Potężna w tym zasługa Viggo Mortensena (mniej Aliego, który gra Aliego) oraz kapitalnego humoru. „Green Book” to, po prostu, bardzo dobrze opowiedziana historia o przyjaźni od której aż cieplej robi się na serduszku. Nie zmienia to jednak faktu, że za dwa/trzy lata, o tej produkcji, już zapewne pamiętać nie będę.

Monika: FILM MIESIĄCA! Przed seansem przeczytałam gdzieś, że jest: ”uroczy”. I zgadzam się! Wiele razy w trakcie seansu ma się ochotę zrobić: “aaaawwwwww”. Uwielbiam takie filmy, to był totalnie mój humor! Czas zleciał szybko, jak na świetnym spotkaniu z przyjaciółmi. Odkąd wróciłam z kina polecam wszystkim.

Agata: Bite dwie godziny podziwiania kunsztu Viggo Mortensena <3  Poza tym, mam bliżej niezidentyfikowaną słabość do kina drogi, nic więc dziwnego, że i tym razem odjechałam razem z bohaterami. Przesympatyczny seans.



FAWORYTA



Michał: Kolejny przehajpowany film Lanthimosa. Robią z tego Greka jakiegoś mesjasza, a kolo jest totalnie przeciętnym reżyserem, który raz może i zachwycił, potem jednak zaczął odcinać kupony. „Faworyta” to bzdurny film o niczym, który nie dostarcza żadnych emocji. Najzabawniejsze w tej produkcji jest to, że wychwala się absolutnie słabiutką Colman, podczas gdy na ekranie najlepiej radzi sobie Rachel Weisz (choć to i tak nie jest jej najlepsza rola). „Faworyta” zasługuje na jedno: na zapomnienie.

Monika: Dajcie tej produkcji szansę i czas. Przez pierwsze pół godziny zachodziłam w głowę: “Serio? Ktoś jeszcze robi takie standardowe, nudne filmy historyczne?!”. I nagle - olśnienie! Nie wiem czy to przez genialną Oscar-winner Olivię Colman, świetną Emmę Stone i Rachel Weisz i ich dobrą chemię. Ale aktorki to najmocniejszy punkt tego filmu. Odnoszę wrażenie, że ta historia mogłaby być opowiedziana lepiej, ciekawiej. Ale wyszło całkiem nieźle! Mężczyźni schodzą tu na dalszy plan, ale szczerze to się nie dziwię - każda z tych pań to niezłe ziółko, a Sarah (Rachel Weisz) nieźle radzi sobie z bronią :)

Agata: Ani ziębi, ani parzy, co w tym przypadku, mimo wszystko, jest komplementem z mojej strony, ponieważ nie jestem fanką tego typu kina. Aktorsko – bardzo na tak. Doceniam również konsekwencję w prowadzeniu fabuły, u Lanthimosa to dość rzadko spotykane zjawisko.  



PLANETA SINGLI 3



Michał: No i klops. Po dwóch, bardzo dobrych, częściach otrzymujemy średniaka, który w bardzo słabym stylu zamyka trylogię. Co prawda chemia między Stuhrem a Więdłochą wciąż jest kapitalna, jednak w scenariuszu zabrakło, tym razem, polotu w dialogach. Owszem, parę fajnych tekstów się tu trafia, jednak głównie w pierwszej części projekcji. Druga połówka to już standardowe, romantyczne smęcenie buły. Widać, że „trójka” powstała zbyt szybko i chyba jej fabuła została autentycznie napisana na kolanie. Szkoda…

Monika: Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść niepokonanym. Twórcy powinni zaśpiewać sobie jeszcze: “kiedy powiem sobie dość?”. Typowy skok na kasę po sukcesie poprzednich części. Gdy byłam w liceum często mówiło się: “ŻAL”. To jedno słowo oddaje w pełni moje odczucia. Skąd ta nagła drama? Kto w ten sposób organizuje wesele? Czemu to takie naciągane? Chyba po to by zmieścić nazwisko Szyc i Linda na plakacie i w ten sposób zdobyć więcej hajsu. Wstyd.

Agata: Gdyby to była Planeta Singli 2.5, to napisałabym, że naprawdę nieźle trzyma poziom. A, że do tego niestety należy dodać końcowe pół filmu, to wychodzi kicha. Dramy od czapy, marny poziom nowych wątków oraz porzucenie komediowego zacięcia spowodowały, że wyszłam z kina mocno rozczarowana. 



LEGO PRZYGODA 2



Michał: Tak się tworzy sequele! Film ten tylko w minimalnym stopniu jest słabszy niż część pierwsza i wciąż dostarcza niekontrolowanych wybuchów śmiechu! Świetne cameo, WYBITNY dubbing, masa rewelacyjnych scen – oj często będę wracał do tej produkcji! P.S. dobra rada – to nie jest film dla bachor… dzieci, nie zrozumieją żadnego z żartów przygotowanych przez twórców. Dorośli zaś będą się bawić wybornie.

Agata: Animacja wprost stworzona dla dorosłych, którzy pod pretekstem bycia nieegoistycznymi opiekunami zabierają swoją (lub wypożyczoną) dzieciariadę do kina, a tak naprawdę sami zacierają ręce na myśl o gwarantowanej i potężnej dawce dobrego humoru. Efekt jest taki, że dorośli faktycznie świetnie się bawią, a dzieciaki wiercą, skaczą, mają problemy z pęcherzami i jedzą popcorn.



ALITA: BATTLE ANGEL



Michał: Trudno było orzec, czego oczekiwać po tej produkcji. Nienawidzę mangi i anime, a tu ekranizacja. Na szczęście jest to hollywoodzka ekranizacja i dzieło to daje radę! Ogromne brawa należą się Robertowi Rodriguezowi – nie pamiętam, kiedy filmowy świat aż tak żył! W tle akcji ludzie wykonują codzienne czynności, praktycznie w ogóle nie ma pustych kadrów, człowiek aż czuje się mieszkańcem prezentowanego miasta! Niesamowite uczucie! Jeśli do tego dodamy niezłą obsadę (Rosa i Chritoph!), bardzo dobry soundtrack oraz rewelacyjne efekty specjalne (seans 3D w IMAX to PETARDA – przypomnę, że nienawidzę 3D), trzeba stwierdzić, że „Alita” to naprawdę dobre kino! Szkoda tylko, że scenariusz czasem kuleje…

Agata: Jedno z lepszych, o ile nie najlesze, kino 3d, w jakim miałam okazję uczestniczyć. Oglądając ten film w IMAXie w 3D wreszcie uwierzyłam w wałkowane przez nich hasło: Watch a movie or be part of one – tak, zdecydowanie byłam part of. A fabuła? Cudownie prosta i w zdecydowanej większości wciągająca.



JAK WYTRESOWAĆ SMOKA 3



Michał: Ponownie, niestety, piszę w tym podsumowaniu o słabym zakończeniu trylogii. Bardzo lubię tę serię, jednak twórcy „trójki” autentycznie nie mieli pomysłu na cały film kończący tę historię. Dużo tu zatem zapychaczy, główny antagonista, który miał straszyć, bardziej wali żenadą, a wątek miłości smoków został rozwleczony na ¾ filmu i po prostu nudzi. Nie ma tu już tego humoru, „trójka” ma zupełnie inny wydźwięk. Dobrze, że pozostali bohaterowie (poza Czkawką i Szczerbatkiem) są sobą i chociaż oni ratują ten film przed katastrofą. No dobra, soundtrack i grafika też dają radę. Pozostaje jednak żal, że tak fajna seria doczekała się tak słabego finału…

Agata: Słodziaszkowe flaczki z olejem. I o wieeeele mniej humoru, niż w poprzednich częściach.



PRODIGY. OPĘTANY



Michał: Trailery tego czegoś śmigały w kinie od stu lat, już miałem ich serdecznie dość. Dlaczego zatem to obejrzałem? Bo Unlimited. Dzieło to w ogóle mnie nie zaskoczyło – zapowiedzi wróżyły słabiaka i słabiaka otrzymaliśmy. Twórcy chcieli zbudować ten film na jump scare’ach, a wszystkie jump scare’y dało się banalnie przewidzieć. Historia jest prosta, bohaterowie płascy, zaskoczeń (prócz małego w finale) tu nie uświadczycie. Będziecie się jednak… dobrze bawić (co prawda nie tak, jakby chcieli tego twórcy) – ja kręciłem bekę przez cały film i śmiałem się więcej niż na niejednej komedii. Bzdurka.

Monika: Zupełnie nie tego się spodziewałam! I to zaskoczenie na plus! Cieszę się, że w końcu ktoś wyszedł z prostego schematu “filmu o opętaniu”. Jako, że dla mnie dobrym horrorem jest ten z creepy dzieckiem - miałam ciarki. Jedynie zakończenie było niedociągnięte.



ZAKON ŚWIĘTEJ AGATY



Michał: Początek tej produkcji wieszczy naprawdę niezłe kino! Jest fajny klimacik, ciekawie zapowiadające się retrospekcje, demoniczne odloty. Szkoda tylko, że tak szybko to upada, a my zamiast fajnego thrillera otrzymujemy kolejną, schematyczną kupę filmową. Ilość idiotyzmów pod koniec projekcji przekracza wszelkie normy, bohaterowie zachowują się jakby zamiast mózgów mieli fistaszki, a sztucznie budowane napięcie wywołuje salwy śmiechu. Szkoda, bo myślałem, że produkcja ta mnie zaskoczy…

Agata: Co prawda filmu nie widziałam, bo nie oglądam horrorów, ponieważ są horrorami, ale tytuł jest bardzo sympatyczny, taki na dysię z serduszkiem nawet.



KOBIETY MAFII 2


Michał: Patryku Vega, skończ karierę! Nic tu więcej nie dodam, bo wciąż czuję się obrażony tym ku.ewskim gównem, które zaserwował nam ten pseudoreżyser.

Agata: U pana Vegi konsekwentnie beznadziejnie :) Znów obleśnie, znów obcinanie części ciała, znów zaczynanie i porzucanie wątków pobocznych, znów brak gry aktorskiej oraz  znów humor, którego nie ogarniam. Nowy jest chyba tylko pluszowy niedźwiedź z Krupówek, który jeździ na rowerze udając, że jest PRAWDZIWYM niedźwiedziem cyrkowym. Plakat też jest znów beznadziejny, więc go nie wklejam.



GRANICA


Agata: Dość intrygujący fantasy/thriller/romans. W filmie obserwujemy połączenie skandynawskiego zamiłowania do baśni z ich stanowczym i często skrajnie surowym prawem. A na granicy tych dwóch światów stoi zagubiona i (nie bez przyczyny) zdezorientowana Tina, której charakteryzacja słusznie walczyła niedawno o Oscara.


TABELA PODSUMOWUJĄCA OCENY*


*najgorszy film wyłoniliśmy tym razem dwuosobowo

środa, 24 października 2018

9. Festiwal Kamera Akcja - relacja


Całe szczęście, że sezon ślubów kończy się we wrześniu, bo nasi znajomi mogliby być rozczarowani odmową przyjścia :) Numerem jeden w październiku jest dla nas co roku (od sześciu lat) FKA :)



Pisałyśmy o tym już na facebooku, że poziom festiwalu z roku na rok jest coraz wyższy. Tym razem byłyśmy zachwycone przede wszystkim szybkością reakcji speców od mediów społecznościowych, którzy nie pozostawili naszych nieustannych relacji bez odpowiedzi.

Co roku mamy możliwość wyboru z takiej ilości filmów, że chyba każdy znajdzie coś dla siebie. Dodajmy do tego ciekawą miejscówkę (Szkoła Filmowa w Łodzi), promocję na kawę i ciastko oraz NAJLEPSZE towarzystwo naszych kochanych blogerów i mamy przepis na sukces. Cudownie jest przebywać wśród osób, które rozumieją, że chcesz iść na piąty film z rzędu, a po pierwszej w nocy będziesz skłonna o nim dyskutować. Na te cztery dni wychodzimy z ról marketingowca, analityka w banku, czy doradcy matrymonialnego, a stajemy się przede wszystkim miłośnikami kina.

Źródło: FB FKA
Świetnie się bawiliśmy... nabijając się z naszych min :D Ale panele dyskusyjne NAPRAWDĘ były INTERESUJĄCE


Chciałybyśmy opowiedzieć Wam o naszych  TOP filmach, które widziałyśmy podczas tej edycji. Zabawne, bo na jednej z dyskusji omawialiśmy sens robienia rankingów i punktowania produkcji filmowych :)

Kolejność losowa:


BEZLITOSNY / Bool-han-dang: Na-bbeum Nom-deul-eui Se-sang 

(wyobrażacie sobie to w kasie kinowej? - Poproszę bilet na Bool-han-dang....)
Może nie jestem fanką kina koreańskiego, ale ten film przypadł mi do gustu. Przede wszystkim dlatego, że zakończenie nie było do końca oczywiste. Widzimy tutaj historię koreańskiego bosa narkotykowego, który odsiaduje wyrok w więzieniu. Trafia tam też młody chłopak, który stara się zdobyć jego przychylność. Po odsiadce ich lojalność czeka niemała próba. Historia o tym, że każdy z nas ma swoje mniejsze lub większe sekrety, przestępcy mogą mieć dobre charaktery, ale ufać nie należy nikomu. Ktoś, kto spodziewa się seulskiego kartela narkotykowego od kuchni może poczuć się rozczarowany, bo więcej tutaj dramatu i ludzkich emocji, ale moim zdaniem to akurat ten film wzbogaca. Warto wyrobić sobie zdanie na jego temat:) [Monika]

KAPITAN / Der Hauptmann

Zdecydowanie numer jeden festiwalu! I o wiele bardziej trafiający w moje zainteresowania. Pisząc o filmach związanych z historią II Wojny Światowej i obozach koncentracyjnych: „okrutny” może wydać się banalne. Jednak, ten obraz jest okrutny w zupełnie innym sensie. Czytając zarys fabuły, byłam pewna co się stanie, jaki będzie główny bohater, jaki będzie finał. Spodziewałam się czegoś w rodzaju „Es ist wieder da”, może czegoś bardziej abstrakcyjnego. A tutaj... totalnie miażdżące zaskoczenie. Co bardziej dotkliwe - historia oparta na faktach. Niektórych scen nie wymażę z głowy do końca życia, tego jestem pewna. Dyskutowaliśmy potem długo o tym ile zła siedzi w człowieku. I znowu.... jakie oczywiste byłoby ukazanie jedynie oczywistości, że Niemcy mordowali ludzi w obozach koncentracyjnych. To jest niezaprzeczalny fakt. Jednakże „Kapitan” mówi o tym, że nie tylko ta okrutna strona naszej natury jest niezmienna od tych kilkudziesięciu lat. Niektórzy z nich zachowywali się jak spuszczeni ze smyczy pracownicy na delegacjach (a wiem, co mówię w tej kwestii...). Absolutne prostactwo.
Serdecznie i gorąco Was namawiam do zobaczenia tego filmu. Jest na tyle ciężki, że pewnie wielu z Was nie zdecyduje się na drugi jego seans, ale chociaż ten jeden raz... proszę! [Monika]

JESZCZE NIE KONIEC

Na początku wydaje się, że jest banalnie, typowo i oczywiście. Patrzymy na skłócone, rozwiedzione małżeństwo oraz na resztę ich exrodziny. Widzimy dzieciaka, który w sumie nie wiadomo dlaczego stara się, jak może, by unikać wizyt u ojca. Poznajemy tegoż właśnie ojca, który nie wiadomo dlaczego niby chce regularnie widywać syna, ale gdy już odbiera go od matki, to nie potrafi pozbyć się swojego gburowatego sposobu bycia. Na koniec mamy też wspomnianą matkę – wiecznie spiętą, zestresowaną, wystraszoną i unikającą jak ognia jakiegokolwiek kontaktu z byłym facetem. Przez długi czas nie wiadomo, co kiedyś między nimi zaszło, kto i dlaczego właściwie zawinił. Nie można określić się po niczyjej stronie. Aż nagle zbliża się kulminacja, wybuch, dosłownie horror. Oglądając kolejne sceny i nasłuchując coraz wyraźniejszych dźwięków czułam, że to rosnące napięcie jest wręcz namacalne, fizycznie odczuwalne. Minimalizm, brak wyolbrzymiania i realizm – to właśnie te elementy sprawiły, że jeszcze przez dłuuuugie minuty po seansie nie mogłam pozbyć się gęsiej skórki.
Wybaczcie, ale nawet ta maksymalnie okrojona notka już Was pozbawiła tego, co otrzymałam ja – zaskoczenia i totalnie niespodziewanego nakautu. Mimo wszystko, zachęcam do obejrzenia. [Agata]

THE WORLD IS YOURS

Komedia! Jest akcja, jest humor (trzeba to podkreślać, bo niestety gatunek nie zobowiązuje), jest kolorowo i nieoczywiście. Historia niby-dealera, który postanawia zerwać ze swoimi niecnymi uczynkami, wykonać ostatnie wątpliwie-legalne zlecenie, zarobić grube siano i otworzyć jakiś tam, własny biznes. Jednak (oczywiście), pojawiają się komplikacje w postaci: rodziny, kumpli, byłej dziewczyny i piękny plan zaczyna się nieco gmatwać.
Film w kinach od najbliższego piątku (26.10.), więc naprawdę warto rozważyć seans. [Agata]


Panele dyskusyjne

PRZEMOC W KINIE



W tym roku wyjątkowo zawitałyśmy do Łodzi już w czwartek, a wszystko przez panel dyskusyjny o przemocy w kinie, którego uczestnikiem miała być m.in. Agnieszka Holland. Gośćmi były również Greta Gober i Natalia Grzegorzek. Panel prowadził Michał Pabiś-Orzeszyna.
Wyjątkowo interesujący, dający pole do kilkugodzinnej nocnej dyskusji, którą przeprowadziliśmy w naszym blogerskim towarzystwie. Poruszane zostały tematy nierównego traktowania na planie i w całej branży filmowej, granicach między tym, co wolno reżyserowi wymagać od aktorów oraz o głośnej akcji Me too (ten temat omówiono najszerzej). Zaproszone panie bez skrępowania omawiały najciekawsze kwestie, przytaczały badania i własne doświadczenia. Byłyśmy  zauroczone skromnością i inteligencją Agnieszki Holland, która również sprowadzała dyskusję na właściwe tory (do głównego meritum).
Zdecydowanie warto było zagościć w filmowej Łodzi dzień wcześniej :)

KINOFILIA PO KOŃCU KINA



Zakres dyskusji był chyba jeszcze szerszy, niż w tej wspomnianej wyżej. Jednym z ciekawszych wątków był temat legalnego dostępu, a raczej braku legalnego dostępu do wielu materiałów filmowych i nie tylko. W panelu wzięły udział: Grażyna Torbicka, Paulina Kwiatkowska, Patrycja Mucha.



Jeśli dotarliście do końca tej relacji – serdecznie gratulujemy i jeszcze serdeczniej dziękujemy! :D
W nagrodę minifotorelacja :)


Łódzka Szkoła Filmowa, czyli tutaj mieszkaliśmy przez cztery dni

Festivallife

Kaaawa, jeszcze więcej kawy!

Tam filmy, a Tubajka (ładniusi klub festiwalowy)


FKA – widzimy się za rok, na jubileuszowej 10-tej edycji <3






czwartek, 11 października 2018

9. Festiwal Krytyków Sztuki Filmowej Kamera Akcja – zapowiedź

Grafika z FB FKA :)


Pokazy premierowe, przedpremierowe, a nawet filmy bez polskiej dystrybucji kinowej. Do tego spotkania z twórcami i krytykami kina. Ponadto, panele dyskusyjne, warszaty oraz konkursy. Te zbliżające się cztery dni października z pewnością nie będą nudne dla szanującego się kinomaniaka.


Niecierpliwię się na:

Spotkania z: Agnieszką Holland oraz Grażyną Torbicką. Niesamowicie ubolewam, że zabraknie nas na niedzielnym, popołudniowym spotkaniu z Gabrielą Muskałą [połączenia Poznań-> Łódź i Łódź-> Poznań to coraz większy skandal!].

Przedpremiery: m.in. film otwarcia, czyli „Córka trenera”. Tradycyjnie, niecierpliwie czekam również na nowy, dyplomowy film studentów Łódzkiej Szkoły Filmowej („Monument”, reż. Jagoda Szelc).

Przykro mi bardzo, że „Monument” będzie w tym samym czasie, co Case Study nt. „Wyspy psów” L

VHS Hell, czyli niestandardowy pokaz niestandarowego filmu (w tym roku „The Stabilizer”, czymkolwiek on jest) z niestandardowym lektorem na żywo. Nie jestem pewna, czy późna godzina seansu (00:30, czyli jeszcze niby sobota, ale technicznicznie rzecz biorąc, to już niedziela) nie spowoduje, że część pokazu prześpię. Liczę jednak, że lektor w tym roku spisze się wyśmienicie i uniemożliwi chrapanie.

Cały harmonogram godzinowy znajdziecie TUTAJ

Aha! Ciekawi mnie też zupełnie nowa miejscówka festiwalu, bo w tym roku całość rozegra się w murach Szkoły Filmowej.

Do zobaczenia za tydzień! J


czwartek, 16 sierpnia 2018

Podsumowanie Nic Się Tu Nie Dzieje, 10-14.08.2018





Trzecia edycja wydarzenia mignęła błyskawicznie i już mi smutno, że trzeba czekać aż rok na kolejną odsłonę NIC. Uwielbiam niezmiennie za całokształt – od przewrotnej nazwy, po repertuar i atrakcje towarzyszące, aż do samego faktu, iż 3 poznańskie kina studyjne udowadniają, że w grupie siła i potrafią jednoczyć moce, by w sierpniowe popołudnia/wieczory rozruszać kulturalnie to trochę ospałe miasto.

Kalkulator festiwalowy:

Tegoroczne NIC minęło mi właściwie wyłącznie na oglądaniu filmów. Chociaż planu seansów niestety nie zrealizowałam w 100%, to i tak zobaczyłam sporo tytułów. Co ważne - sporo naprawdę dobrych tytułów.

Najintensywniejsza była dla mnie sobota, bo zrobiłam sobie maraton 6 filmów (3 krótkie animacje, 2 fabuły, 1 dokument), a łącznie po całym festiwalu wbiło mi na Filmwebie 14 nowych ocen (jeeej! <3 :D)

Ulubiony punkt programu, to tradycyjnie pokaz niemych filmów z muzyką na żywo. Tym razem padło na zbiór krótkometrażówek Georgesa Meliesa, którym akompaniował Hubert Tas + The Small Circle. Blisko 80 minut w totalnie innym świecie – uwielbiam!

Komunikaty dla zatroskanych znajomych: 1.Tak, tyłek czasami bolał od siedzenia, ale na szczęście seanse były rozłożone między 3 kinami, więc szybkie spacery w międzyczasie robiły dobrą robotę. 2.Nie, nie głodowałam :D



FILMY, FILMY, FILMY! Poniżej zestawienie tych najciekawszych, to taki mix najlepszych, najsłabszych i naj-wartych wspomnienia:

1.  LATO – na ten film czekałam najbardziej. Usłyszeć o nim można było już podczas tegorocznego Festiwalu w Cannes, gdy w wyniku politycznych zawiłości reżyser „Lata” (Kirył Serebrennikow)  nie był w stanie dotrzeć do Francji. Jednak, moje zainteresowanie tym tytułem wynikało przede wszystkim z faktu, że jedną z głównych ról gra w nim Roman Bilyk, do którego mocno wzdychałam będąc nastolatką. Teraz, co prawda, nieco mi się odmieniło, ale sentyment pozostał. Film sam w sobie jest dość nietypowy. Fabuła ciekawa, bo (za ulotką) opiera się na autentycznych historiach liderów leningradzkich grup rockowych – Majka Numenko (Bilyk) z Zooparku oraz Wiktora Coja (Teo Yoo) z Kina. Na plus: ciekawa forma narracji, to, że film jest czarno biały, a sekwencje a’la archiwalne w kolorze (czyli zupełnie na odwrót, niż zazwyczaj), aktorzy świadomi, minimalistyczni, naturalni i wiarygodni, a opowiedziana historia niby prosta, ale jednocześnie angażująca i nakłaniająca do niejednej refleksji. Na minus, przeogromny minus, cztery musicalowe wstawki, w których aranżacje takich potęg, jak „Psycho Killer” by Talking Heads, czy „Passenger” by Iggy Pop zostały spenetrowane, zdeptane, zniszczone, zbeszczeszczone i totalnie pozbawione godności  przez.... statystów. Dosłownie wyglądało to tak, jakby zmusić przypadkowych przechodniów do tego, by „zaśpiewali” wspomniane kawałki. Jejku, jejkuuu, jakie to było przykre.

2.   JAK PIES Z KOTEM – Mój absolotny TOP 1 tegorocznego NIC. Uwielbiam zgrabne połączenie komedii i dramatu, a tutaj mamy rasowego przedstawiciela tegoż właśnie gatunku. Momentami przekomiczny, momentami przetragiczny. Świetne role Roberta Więckiewicza, Olgierda Łukaszewicza i Aleksandry Koniecznej, która idealnie nadaje się do odgrywania niezrównoważonych i nieokiełznanych ekscentryczek. Uwielbiam ją w tej formie. Fabuła w skrócie: historia dwóch braci, którzy w wyniku choroby jednego z nich odnawiają kontakty. Niby banał, niby wyświechtane i znane i odgrzewane kotlety, ale porusza niczym krótkometrażowy „Ja i mój tata” Aleksandra Pietrzaka. Odwiedźcie kino 19.października.

3.   UTOYA, 22 LIPCA – Film o głośnej masakrze, która miała miejsce kilka lat temu na norweskiej wyspie. Obraz niestandardowy, bo zrobiony w skali czasowej 1:1 (czyli – horror trwający 72 minuty w rzeczywistości, został przedstawiony w takim też czasie na ekranie). Napięcie jest zbudowane za sprawą kilku zabiegów. Kamera podąża za główną bohaterką, co potęguje wrażenie, jakoby widz sam siedział na tej przeklętej wyspie, a brak nachalności skutecznie pobudza wyobraźnię. Nie zobaczymy tutaj stosów ciał, strzały słychać w oddali i brakuje zbliżeń na twarz sprawcy masakry (jedynie w oddali pojawia się jego sylwetka). Uwagę zwraca też zdolna, liczna grupa młodych aktorów. Seans nieprzyjemny, lecz wciągający i angażujący.

4.    CZŁOWIEK, KTÓRY ZABIŁ DON KICHOTA – Kompletnie, totalnie, absolutnie nie moja estetyka. Nawet nie chodzi tutaj o kwestię poczucia humoru, bo nie raz i nie dwa szczerze się zaśmiałam. Przeszkadzał mi mętlik fabularny, mnogość bohaterów, których wątki to się pojawiały, to znikały, by ostatecznie i tak mnie do siebie nie przekonać. Dość stereotypowe, proste przekazy, uwypuklenie wad ludzkiej natury, baśniowe i barwne momenty – to wszystko niby jest dobre, choć nieoryginalne ani odkrywcze, ale przecież raczej pozytywne. Co zatem tak mi nie odpowiada? Chyba zbytni chaos i natłok. Początek zapowiadał COŚ intrygującego, ale na finale już nie pamiętałam co... Twórczość reżysera znam w stopniu skandalicznie minimalnym, ale teraz czuję, że w ogóle nie mam ochoty tego zmieniać.


NIC na zdjęciach:









Koncert: Hubert Tas & The Small Circle + krótkie filmy Georgesa Meliesa

Szczerze liczę na powtórkę za rok!