Pokazywanie postów oznaczonych etykietą horror. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą horror. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 31 października 2013

Nieznajomi / Strangers

   Wszyscy wiecie, co dziś za dzień. Oczywiście! Luter 31 października 1517 roku ogłosił swoje 95 tez. Ale my nie to chcemy z Wami świętować. To dziś przypada noc duchów, upiorów, zjaw i wszelkiej maści innych strachów. Poza chodzeniem po domach i zbieraniem cukierków, zabawą w dobrym towarzystwie, malowaniem twarzy, ciekawą alternatywą (którą na przykład wybiorę ja) będzie oglądanie strasznych filmów.

Oto horrory opisane przez nas wcześniej:

Ludzka Stonoga - KLIK
Obecność - KLIK
Mama - KLIKl
Kronika Opętania - KLIK
Szepty - KLIK
Demony - KLIK
Kobieta w Czerni - KLIK

A teraz zapraszam na świeżą recenzję dotycząca filmu ''Nieznajomi'' z 2008 roku.

Mocny plakat - mocny film?
  Film zaczyna się od nieudanych zaręczyn. Pomimo włożonych wysiłków Jamesa, jego wybranka Kirsten odrzuciła oświadczyny. Sytuacja zdaje się bardzo niezręczna, ponieważ lądują sami w domu, który chłopak przygotował na - wydawało mu się - najlepszą noc swojego życia. I tak widz utyka w tym domu razem z nimi, pośród płatków kwiatów, chwil nerwowej ciszy, poddenerwowania, usiłowań zmiany atmosfery poprzez seks. Do ocieplenia stosunków jednak nie dochodzi, bo do drzwi rozlega się pukanie. Godzina 4 w nocy, totalne bezludzie - na pewno to nie dostawca pizzy. Odpowiadając standardowym ''Kto tam?'' para nie ma pojęcia, że sami skazali się na śmierć. Od tego momentu zaczynają na nich polować ludzie w maskach.

  Bryan Bertino umie budować napięcie, chwilami nawet i mnie przechodzi dreszcz. Jednak to, co wydaję nam się z początku atrakcyjne, po 40 minutach zaczyna nużyć. Owszem, nadal działa na nas widok mordercy za plecami głównych bohaterów, którzy nie zdają sobie z tego sprawy. Jednak, podobnie jak bohaterowie tego filmu (w głównych rolach Liv Tyler i Scott Speedman) sam reżyser zaczyna się gubić. Ociera się wciąż o te same sytuacje i korzysta z podobnych rozwiązań. Podczas gdy Kirsten i James nie umieją odnaleźć się w sytuacji ofiar, siedzieć cicho i wymyślać rozsądny plan ucieczki. Nie. Oni wrzeszczą, uciekają środkiem drogi, chadzają po lesie i przy każdej sytuacji pogrążają się coraz bardziej. Coś jak:


Tak, wydaję się, że dokładnie na to liczą bohaterowie Strangers.

  Film jest dobrze zagrany, a przebrania morderców wiarygodne i trochę przerażające, zwłaszcza, że do końca filmu nie zobaczymy ich twarzy. Jednak brakuje elektryzującej końcówki, która miałaby zamaskować niedociągnięcia filmu. Dlatego też daję 5.5 na 10. Jeżeli jesteście ciekawi, czy niedoszłe małżeństwo przeżyje spotkanie z Maskami, zapraszam na film.

W końcu noc Halloween jest długa, starczy czasu i na takiego średniaka. Jeżeli jednak chcecie czegoś bardziej pewnego i przerażającego, polecam Sinister.

A Wy? Macie jakis ulubiony horror, który dosłownie wbija w fotel? :)

wtorek, 24 września 2013

Ludzka Stonoga I

Ostatnio jesteśmy za miłe. Najwyższy czas nie polecić, a odradzić Wam konkretny film. Z serii ''Najgorsze Filmy w Historii'': Ludzka Stonoga I.



Pomimo, że Tom Six nie tłumaczył się ze stworzenia Ludzkiej Stonogi, tak ja wiem, że winna Wam jestem kilka słów wyjaśnienia. Na pewno pamiętacie naszą serię Najgorszych Filmów Historii (KLIK). Lista ta wciąż pozostaje nie pełna, zwłaszcza jeżeli nie ma na niej LS I. Do obejrzenia tego filmu zbierałam się jak widać pół roku i teraz wiem, że było to masochistyczne posunięcie.

O czym jest ten... eeeee.... ''film''?
W pierwszych scenach widzimy dwie dziewczyny jadące samochodem. Wystarczy, że się odezwą, a wiemy, że aktorki z nich żadne. Jak to najczęściej bywa w filmach ''poniżej 5/10'' pęka im opona na zupełnie pustej, żwirowej drodze. Zaczyna padać, a bohaterkom nie wpada do głowy pomysł, by zaczekać w samochodzie do rana. Nie. Wysiadają i zaczynają biec na oślep, aż trafiają do pewnego domu. Teraz muszę napisać coś schematycznego: ... nie wiedzą one, że po przekroczeniu progu tego domu ich życie zmieni się na zawsze. Właścicielem mieszkania jest chirurg Dr Heiter. Zarówno z nim, jak i z całym domem jest coś bardzo nie w porządku  Ale oczywiście głupota w postaci dwóch laseczek zwycięża i goszczą się na kanapie, popijając wodę przyniesioną przez podejrzanego typa. Facet jest niesympatyczny, oziębły, dziwny, atmosfera jest gęsta, zewsząd patrzą na nas syjamskie bliźnięta (???) na obrazach, a dziewczyny na to, że ''ładne mieszkanie''. Widz najprawdopodobniej wie co będzie dalej, i do czego w tym filmie dążymy, dlatego pojawia się u nas osobliwa radość, ze tym idiotkom coś się stanie. W sumie jakby na to spojrzeć inaczej, to może Tom Six nie jest taki głupi.... W filmie ewidentnie wygrywa nauka nad głupotą... Myślicie, że to zamierzona metafora?

Później okazuje się, że w piwnicy chirurga uwieziono już jednego Azjatę, a dzięki ciałom kobiet lekarz może przejść do zrealizowania swoich fantazji/snów/wierzeń...

Chwilami film ciągnie się jak gra wstępna Belli i Edwarda za Zmierzchu. Widzimy klatkę, w której zamknięta jest gotowa stonoga i patrzeć musimy na nią całe pięć minut, co pewnie ma nam dać do myślenia? Nie mówiąc już o odruchach wymiotnych, gdy widzimy efekt końcowy operacji. Aktorstwo godne filmu pornograficznego. Mamy również marną podróbkę Bruca Lee, w postaci wcześniej wspomnianego Azjaty - Katsuro, który nie może pogodzić się ze swoim nowym ''położeniem'' i w pierwszym odruchu zaczyna wymachiwać rękoma, krzyczeć i straszyć karate. Ale prawdziwym ewenementem jest upodobanie Toma Sixa do bardzo dziwnych bohaterów pierwszoplanowych. Chirurg w LSI jest po prostu dziwny.  Ekscentryczny, chory psychicznie. W LSII, jak zapewne pamiętacie, główny bohater nie odezwał się ani jednym słowem. Castingi przeprowadzano chyba w małym pokoiku, z materacami na ścianach.

Mistrz

i naśladowca.

Ludzka stonoga zakwalifikowana jest gatunkowo jako horror. I zapewniam Was, że to prawda. W pierwszych minutach filmu dowiadujemy się, że jest to część pierwsza, w zamierzeniu mająca być kontynuowana. Groza.

Moja ocena to 2/10 - tylko dlatego, że następna część trylogii jest jeszcze gorsza i nie starczyłoby skali. Jedyną zaletą jedynki jest to, że jest doskonałym, skrajnym odniesieniem dla najlepszych filmów. 

P.S Co skłoniło Sixa do napisania scenariusza? Moim zdaniem - sen. Nocna wizja po wieczorze spędzonym na oglądaniu Głębokiego gardła, Chirurgów i Z kamerą wśród zwierząt.


Tylko czemu winne są biedne stonogi?! Sami widzicie, jaki dzięki niemu mają PR.


Podobnie jak reżyser i bohater pierwszoplanowy LSI.

Good for them.







wtorek, 13 sierpnia 2013

Obecność / The Conjuring

Moje oczekiwania przed oglądaniem horroru:


Moja typowa reakcja po obejrzeniu horroru:



Moja reakcja po obejrzeniu ''Obecności'':


Tak więc zapraszam Was serdecznie do zapoznania się z recenzją ''Obecności''. Ten film wywołał u mnie lekki dreszcz niepewności w całkiem ciemnym pokoju, więc z całą pewnością - jako horrorowy sceptyk - Wam go polecam. 


Czasy dzieciństwa były piękne pod wieloma względami. Wtedy nawet najdurniejsze filmy grozy nas straszyły i było w tym coś bezcennego. Wystarczył upiór w szafie i troszkę krwi, by nie móc zasnąć bez włączonego światła. Gdybym wiedziała, że później mało który film będzie wywoływał u mnie takie emocje - oglądałabym horrory codziennie, mając zaledwie dwanaście lat.

''Obecność'' może nie jest wybitnym odkryciem strasznego gatunku, wszystkie tricki zastosowane w filmie już kiedyś widzieliśmy. Jednak James Wan (reżyser, koleś nakręcił też jedynkę "Piły") potrafi umiejętnie straszyć klasykami. Dzięki niemu, przez cały czas trwania filmu pozostajemy w lekkiej niepewności, w oczekiwaniu na najgorsze. 

Film kręci się wokół Lorreine i Eda Warrenów, pary, która w swojej karierze poznała już wszelkie upiory, duchy i źródła stukania w domu. Ich celem są badania zjawisk paranormalnych oraz obalanie mitów. Sami podchodzą do swojej pracy z dystansem. Jednak natrafiają na sprawę, która .nie wygląda na fałszerstwo. W domu niedawno co zamieszkałym przez pewną liczną rodzinę, naprawdę straszy. I to nie byle kto - ale duch Annabelle, czyli pewnej upiornej laleczki, w której czai się demon.. 

Film został całkiem nieźle obsadzony. Vera Farminga, jako pogromczyni duchów i Lili Taylor, jako matka kilkorga dzieci, końcowo opętana przez demona. 

Ze ścian spadają masowo obrazy, dzieci lunatykują. W szafach coś stuka, a duchy bawią się z mamą wv ciuciubabkę. Wszystko kręci się wokół znanego mitu o laleczce Annabelle, która obecnie znajduje się w muzeum Warrenów i stanowi najbardziej diaboliczny eksponat wśród całej kolekcji.

Prawdziwa laleczka Annabelle.

Filmowa Annabelle (twórcy poszaleli z charakteryzacją :))

To, co najbardziej przerażające to to, że film niejako stworzono na faktach. Naprawdę żyli kilka lat temu Warrenowie, małżonkowie  którzy zostali wzywani do przypadków opętań, duchów itd. Para w swojej piwnicy trzymała przedmioty, które były zamieszkałe przez złe moce. Piwnica została następnie przekształcona w muzeum okultyzmu. I to właśnie takie horrory robią na nas największe wrażenie. Czy Amitiville wywołałoby dreszcze, gdyby nawiedzony dom nie istniał naprawdę? Jedyną wadą Obecności jest niestety zbyt szczegółowa, rozbudowana fabuła, przez którą całość filmu się rozmywa.

 Strona Warrenów - tutaj przeczytacie więcej o Warrenach i Annabelle. Niestety strona jest jedynie w języku angielskim (ale od czego jest google tłumacz?!:))

Twórcy otrzymują ode mnie 8/10 punktów, ponieważ udowodnili, że niektóre horrory potrafią wygrać z wiekiem i ironią.



środa, 13 lutego 2013

Mama

   Film doskonale nadaje się na antywalentynkę. Po pierwsze: jest to horror, po drugie: nie jest romantyczny, a partnerzy większość fabuły spędzają osobno, i po trzecie: kobieca rola drugoplanowa została obsadzona przez mroczną postać, wychudzoną, szkaradną kobietę, z okropną twarzą. Kobietę, której oczy są jedynym jasnym punktem w ciemności. Jak tylko zobaczyłam trailer tego filmu w kinie wiedziałam, że muszę go zobaczyć. Ciekawa byłam czy interesująco zapowiadająca się fabuła zostanie pokazana bez przesady, przemocy, litrów krwi, seksu. Czyli bez tych wszystkich rzeczy, którymi zasypują nas twórcy strasznych filmów w dzisiejszych czasach.

Przedstawiam Wam:



Nie mogę napisać, że się rozczarowałam, ale też nie zachwyciłam. Po prostu zaspokoiłam swoją ciekawość i poznałam jedną z najlepiej zrobionych zjaw/monstrów/upiorów w historii współczesnego horroru.

Zdjęcie nie oddaje jej pełnego ''uroku'', więc zachęcam do obejrzenia filmu.
   Obraz opowiada historię dwóch dziewczynek, które zostały znalezione w lesie 5 lat po zaginięciu ich ojca. Brudne i zdziczałe zostały przyjęte do domu swojego wujka (Nikolaj Coster-Waldau) i jego dziewczyny (w tej roli Jessica Chastain, którą kojarzycie z opisywanego przez nas nie dawno ''Wroga numer jeden''). No i jak się zapewne domyślacie razem z dziewczynkami do domu przybyło zło. Okazuje się bowiem, że dziewczynki spędziły te lata w lesie, w towarzystwie Mamy, czyli upiora z przyrostem instynktu macierzyńskiego i ukrytym motywem. I muszę przyznać, ze chwilami nawet ja się przestraszyłam. Horror miał w sobie coś z klasyka. Mocne dźwięki, upiór pokazujący się  znienacka, wciągająca fabuła,  zaskoczenie. Kilka scen określiłabym jako ''mocne''. No i sam fakt, że jest to produkcja Hiszpańska,  a nie rodem ze Stanów Zjednoczonych, więc nie mamy kiczu, brutalnego współżycia, głupich blondynek, hektolitrów krwi, bzdurnej fabuły. Ostatnio pisałyśmy, że Hiszpanie znają się na dramacie, a po obejrzeniu ''Mamy'' muszę przyznać, że na horrorze też. Sam stwór jak na mój gust był przerażający. To jak twórcy pokazywali go w najmniej spodziewanym momencie i jaką ciekawość zakończenia zrodzili w widzu, zakrawało na całkiem niezły horror.

Tak wyglądają dzieci, gdy je zostawisz na pięć lat w lesie. Nie polecamy.



No ale niestety.

Po raz kolejny: wielowątkowanie.  O ile lepiej ta fabuła miała by się, gdyby scenarzysta postawił na prostotę. Nie dodawał niepotrzebnie rozbudowujących i psujących film elementów.  Niektóre motywy są dość niejasne, w kilku momentach zwyczajnie się gubimy. Mama chce odzyskać dziewczynki, ma w tym swój cel. Więc po co dodawać jeszcze historię ich matki biologicznej, ojca, motyw motyli. Film też niestety chwilami nudził. A końcówka, mimo, że bez happy endu nie zachwycała. Pojawiły się stare banały, które oglądamy w co drugim filmie tego gatunku. Gra aktorska też nie zachwycała, Jessica Chastain, która potrafiła stworzyć całkiem ciekawą postać we Wrogu tutaj niczym się nie wyróżniła, a jej peruka drażniła.



Nie polecam do kina. Ale na antywalentynkowy wieczór jak najbardziej. Moja ocena: 6/10.

Zwiastun:


I jeszcze coś antywalentynkowego, dla antyfanów jutrzejszego święta! :)






sobota, 13 października 2012

Kronika Opętania


  Warto nie raz nie słuchać negatywnych opinii dotyczących jakiegoś filmu i wybrać się na niego do kina. Może się potem okazać, ze nasz gust odbiega od upodobań krytykujących i coś, co inni nazywają chałą, my nazwiemy całkiem udanym horrorem. I zaraz po ''Kobiecie w czerni'' jest jednym z lepszych strasznych filmów ostatnich lat.

Wyjaśnię Wam dlaczego.

  Po moich ostatnich seansach w domowym zaciszu (''Spadaj Tato'', ''Pirania 3dd'', ''LOL'') po których bardzo łatwo można dostać niestrawności,  ''Kronika Opętania'' okazała się dość ciekawą odmianą i zaspokoiła mój głód na dobry film

  Sam scenariusz wydaje mi się dość interesujący i odbiegający od schematu. Oglądamy małżeństwo po rozwodzie. Starają się oni aby traumatyczne przeżycie nie odbiło się za bardzo na ich córkach. Ojciec grany przez Jeffreya Deana Morgana (''P.S. Kocham Cię'') wychodzi z siebie by uszczęśliwić swoje pociechy. Młodsza córka kupuje na wyprzedaży czarne pudło z dość specyficznymi hebrajskimi napisami. I od tego momentu zaczyna się koszmar. Okazuje się bowiem, ze w pudle mieszka dybuk - demon czyhający na dzieci. Zmienia on dziewczynkę nie do poznania i powoli opętuje. Sam proces opętania jest pokazany ciekawiej niż w klasyku egzorcystycznego gatunku - ''Egzorcyzmach Emily Rose''.



Natasha Calis  i sprawca całego zamieszania.
  Na nagrodę zasługuje człowiek, którego nazwisko brzmi niepozornie - Anton Sanko. On odpowiadał w produkcji za muzykę. Budował napięcie jednym jedynym, niskim dźwiękiem fortepianu. Całe przerażenie wywoływał za pomocą kilku dźwięków. Zastosował klasyczna formułę o której zapomniano przy produkowaniu współczesnych horrorów. On zbudował klimat tego filmu i to co w nim najlepsze.

  Na uznanie zasługuje nieznana Natasha Calis, która grała opętaną dziewczynkę. Robiła to bardzo wiarygodnie. Przekonana jestem, że dla kogoś niedoświadczonego i młodego taka rola nie należała do najłatwiejszych. A jej puste, otępione spojrzenie wywoływało u mnie dreszczyk na plecach.

A teraz najlepsze; historia oparta jest ponoć na faktach. Trudno mi to zweryfikować

Ale żeby nie było za kolorowo. Niezrozumiały, niewiarygodny i niedopracowany był wątek samego demona. Ciekawy był fakt, że demon mówił po polsku. Ale samo wytłumaczenie tego faktu wskazuje na nieprzygotowanie merytoryczne. Polskie i zarazem żydowskie pochodzenie upiora nie przekonało chyba nikogo. I choć sam polski głos wydobywający się ze skrzyni był upiorny i przerażający a zjawa koszmarna to i tak produkcja bardzo traci na takiej niedorzeczności.

Wnioski po obejrzeniu ''Kroniki Opętania'':

1. Nigdy nie kupujcie czarnego, przerażającego pudła z hebrajskimi napisami na garażowej wyprzedaży.
2. Można stworzyć w dzisiejszych czasach klasyczny horror, który może nie przeraża ale czujemy się po nim dość ''niezręcznie''.

Ogólna ocena; 7/10! Czy warto wybrać się do kina? Ja nie żałowałam:)





sobota, 23 czerwca 2012

Szepty / The Awakening

Przed obejrzeniem Szeptów moja wiedza na temat tego filmu była znikoma. Nie kojarzyłam go ani z reklam w telewizji, a sam tytuł nic mi nie mówił. Dlatego tez postanowiłam najpierw zobaczyć trailer: (który polecam obejrzeć bo jak on Was się nie spodoba to sam film też nie)


Po zapoznaniu się z tym filmikiem pomyślałam ''Ok, może być ciekawie''. Ścieżka dźwiękowa dobra, dawna Anglia (czyżby ten film miałby być czymś na wzór Kobiety w czerni?) i scena, gdzie mała piłeczka spada po schodach. W filmie ''Zemsta po latach'' jest podobna, na tyle genialna, ze nawet najbardziej sceptycznego fana horrorów przechodzą ciarki. Sama fabuła tez nie wydawała się naciągana i dodam, ze byłam ciekawa jak zagra Rebecca Hall, której filmów za dużo nie widziałam.

No to zacznijmy od fabuły: miała być prosta. W jednej ze szkół w Rookford w Anglii ginie chłopiec. Rówieśnicy są przerażeni. Na miejsce wezwana zostaje Florence Cathcart, która ma obalić tezę jakoby chłopaka zabiły siły nadprzyrodzone. Początkowo nie wierzy ona w takie brednie jak duchy ale z upływem czasu zmienia zdanie diametralnie.



Jak widzicie teoretycznie scenariusz można skrócić w kilku zdaniach. Jednak jak było w praktyce?
Przede wszystkim film jest bardzo zagmatwany. Mamy tam niedokończone watki, przyrost treści a pod koniec, gdy wszystko się wyjaśnia nie jesteśmy pewni czy gdybyśmy obejrzeli film od początku to cokolwiek trzymało by się kupy. Nie wiemy kto jest duchem a kto żywa postacią. Scenarzyści przeskakują z tematu na temat; mamy uczniów karanych w surowy sposób, zamazaną postać na zdjęciach, wywoływanie ducha, izolowanego chłopca, tragiczną historię głównej bohaterki i dziesięć innych historii, które ktoś nie wiedzieć po co postanowił zamieścić w jednym długim filmie:)



Czym byłby opis horroru w którym nie wyraziłabym opinii na temat scen, które mają nas przestraszyć? Jeżeli chodzi o to, to w tej produkcji mamy bardziej momenty, na których podskoczmy zaskoczeni niż takie prawdziwe, budujące napięcie. Mamy cisze, spokój i nagle słyszymy głośne dźwięki pianina a na ekranie pojawia się duch.

Film jest tez trochę przewidywalny. Przykładowa sytuacja: Kobieta stoi na pomoście, myślimy: ''wpadnie do wody'', ona wpada. Dalej: ''na pewno coś ją w tej wodzie zaatakuje'', po chwili ona miota się z jakimś duchem. ''Teraz ktoś ją uratuje'', no i oczywiście zjawia się bohater a za nim kilkoro innych.



Podsumowując, jeżeli lubicie wielowątkowa fabułę i komplikacje to ten film Wam się spodoba. Ja jednak daje mu 6/10. A scena spadającej po schodach piłeczki? Zemsta po latach nadal jest moim top one :)

sobota, 17 marca 2012

The devil inside me


Moja wczorajsza wyprawa do kina zaowocowała kilkoma refleksjami i przepisem na recenzję, którą teraz tu zamieszczę. Jako, ze w kinie grają teraz Kac Wawa, więc jako szanujący się filmoholik wybrałam Demony. Wybór tłumaczony był tym, ze w kinie horrory zawsze wydaje się straszniejsze a opis filmu ciekawił.

Film w pierwszy weekend w Ameryce zarobił 15 mln dolarów, zrealizowany był za niecały milion (nie wiem czy jest się czym chwalić, Paranormal Acticity  ponoć kosztowało 20 tys. $), i jak na film nisko budżetowy jest on zrobiony dobrze.

Demony to pseudodokument. Opowiada historię dziewczyny, której matka zabiła trzy osoby podczas wykonywanych na niej egzorcyzmów. Następnie matka ta wylądowała w szpitalu psychiatrycznym w Rzymie dokąd udaje się Isabelle aby rozwikłać tajemnice opętania matki. Poznaje tam dwóch księży, którzy sprzeciwiając się Kościołowi katolickiemu maja zbadać przypadek jej matki i ewentualnie dokonać na niej egzorcyzmów.

Film ponawia tematykę Egzocyzmów Emily Rose. I w porównaniu do Demonów, Egzorcyzmy to Wieczorynka. Jeżeli ktoś lubi taką tematykę filmu to na pewno nie wyjdzie z kina niezadowolony (mimo niechlubnych filmowi recenzji). Znajdziemy tu dużo scen opętania, wyginających się pod dziwnymi kątami ciał, ludzi mówiących w innych języka itd. Dodatkowo dowiemy się, ze diabeł potrafi się przenosił z osoby na osobę i to jest jeden z ciekawszych wątków filmu.

Minusem tego filmu była naiwnośc głównej bohaterki. Wiara w to, ze jej matka jest normalniejsza niż się wydaje i przypomni sobie ukochana córeczkę. Bez mrugnięcia wchodzi ona do pokoju gdzie grasuje diabeł i rozmawia z opętana matką jakby siedziały przy weekendowym śniadanku. Film też na pewno mało kto uzna za arcydzieło, jednak dla lubiących tą tematykę może on się okazać nie lada gratką. Nie epatuje on też bezsensownym rozlewem krwi, wszystko pozostaje w granicach. Na niektóre sceny ciężko było patrzeć, chodzi mi o te, gdzie opętana dziewczyna wykręca sobie nogę na wszystkie strony. Inne zaś były  zaskakujące (typowe dla horroru - rozluźniasz się, a tu nagle BACH) W filmie brakuje jednak pewnej logiki, jeden z księży potwornie boi się ekskomuniki za to, ze dokonuje nielegalnych egzorcyzmów.... to dlaczego bierzesz udział w filmie dokumentalnym GOD DAMMIT?! Poza tym motyw wujka Księdza nr 2 jest nie jasny.

Jedno Demonom trzeba oddać, zmuszają do myślenia. Głównie o tym, czy wierzymy w opętanie czy nie. Czy uważamy, ze jedne osoby są na nie bardziej odporne (film pokazuje, ze nie ma to znaczenia kto jaki jest, wszystkich moze trafić)?

Podsumowując: wierzą, ze mój wybór filmu był trafny maja na uwadze inne do wyboru. Nie żałuję kilkunastu złotych na bilet i bardzo ciekawa jestem dalszych, może Waszych recenzji na temat tego obrazu. Pozdrawiam!

P.S Nie mogę doczekać chwili pojawienia się Kac Wawa w internecie i mojej soczystej krytyki po jego obejrzeniu:)

niedziela, 4 marca 2012

Harry Potter i Węgorzowe Moczary


Tytuł jest mylący, bynajmniej nie chodzi o recenzje kolejnego filmu o Harrym, ale o ''Kobietę w czerni'', w którym gra znany nam z filmów o młodym czarodzieju Daniel Redcliffe. Przed obejrzeniem filmu zastanawiałam się, czy uda mu się wyjść z roli jaką grał przez ponad 10 lat. Czy nie jest trochę tak, ze mimo, iż wystąpił w kilku innych produkcjach oraz sztuce Equus (na pewno pamiętacie ten kontrowersyjny plakat z nagim Redcliffem) to i tak do końca kariery, nie będzie on utożsamiany TYLKO z młodym Potterem? Po obejrzeniu Kobiety w czerni nadal nie umiem opowiedzieć na powyższe pytania ale wydaje mi się, że na odpowiedź jest jeszcze za wcześnie.

O co chodzi w tym filmie? Arthur Kipps, młody prawnik (postać grana przez Redcliffa) przyjeżdża do miasteczka Crythin Gifford.aby uporządkować sprawy spadkowe swojej nie dawno zmarłej klientki. Dom, którego sprzedażą ma się zająć Kipps znajduje się na Węgorzowych Moczarach (na prawdę przesympatyczna nazwa okolicy). Oczywiście, jak nie trudno się domyślić posiadłość skrywa tajemnicę. Poza sekretem mamy tam tez upiorne lalki oraz bardzo dziwne maskotki z instrumentami (patrząc na nie myślimy kto coś takiego kupuje swojemu dziecku), które mają wprowadzić nas w odpowiedni klimat.  Reżyser James Walkins stawia na klasykę horroru. I tak mamy na przykład scenę, gdzie Kippins wchodzi do pokoju a tam kompletna cisza, wszystko w bezruchu, oprócz bujającego się fotela na środku pokoju. Fotel oczywiście jest pusty, nikt nam nie siedzi. 



Nie zobaczymy w tym filmie litrów krwi, latających ludzkich narządów czy wylatujących gałek ocznych. I na całe szczęście. Nie ma tu nic z Piły, Frontieres czy Ludzkiej Stonogi (nadal się zastanawiam w którym psychiatryku lecza scenarzystę tego ''dzieła''). Jest to dobry, staroświecki horror. Dom, w którym przebywa nasz bohater nawiedzany jest przed tytułową kobietę w czerni, nie raz w oknie pojawi się jej twarz, nie raz zobaczymy ją za przestraszonym Kippsem a nie raz w podłodze coś po prostu zaskrzypi. Film zaskakuje w najmniej spodziewanych momentach. Dodajmy do tego, ze każde dziecko, które zobaczy upiora (i tu plus dla charakteryzatorów bo aż trudno patrzeć na tą maszkarę) umiera w tragicznym wypadku.  Produkcję polecam wszystkim, którzy dość mają Horrorów XXI wieku i krwawych masakr. Film w odpowiednim tempie buduje napięcie, scena finałowa jest z dreszczykiem, a zakończenie? Nie spodziewane i w dobrym goście.



Jedyną rzeczą jakiej mi brakowało to przerażenia głównego bohatera, jego krzyków i ucieczki, ale to jest chyba domena horrorów. Nikt normalny nie wejdzie w zaułek pełen niebezpiecznych trupów (Silent Hill), czy nie zostanie w domu, o którym wszyscy dookoła wiedzą, że jest nawiedzony. Ale bez tego, nie mielibyśmy horroru. 

Czytałam, ze film w pierwszy weekend (w kinach od 2 marca) obejrzała zaskakująco duża liczba widzów. Nie wiem czy poszli tam przez dobre recenzje, czy przez chęć obejrzenia Redcliffa w nowej roli. Mam jednak nadzieje, ze tak jak i ja, nie byli rozczarowani.