środa, 1 lutego 2017

La La Land - Film, który mógł doprowadzić do podziału na "In Love" & "With Movie"



Monika: Pamiętam ten moment, gdy po filmie pojawiają się napisy końcowe, a ja z pełnym oczarowania uśmiechem spoglądam na Ciebie w poszukiwaniu porozumienia. A tu nic!

Agata: No właśnie NIC, to słowo klucz przy okazji "La La Landu". NIC odkrywczego, NIC nadzwyczajnego, NIC wyróżniającego ten film spośród tysiąca innych historii o miłości itp. Nie wydaje Ci się, że nawet mało tutaj musicalu, jak na musical? Kilka razy zaśpiewali, jeszcze mniej zatańczyli i koniec.

M: Ale to chyba dobrze, że nie było kilkudziesięciu piosenek typu ''Zjadłam własnie makaron'', ''A teraz idę szczęśliwa do pracy'', tylko jeden konkretny nurcik muzyczny, dwie melodie i basta. MINIMALIZM!
Ale 6 na 10? No come on!

A: Jasne, że 6, skoro film jest po prostu niezły (czyli nie jest zły... czyli, aż tak bardzo mu nie cisnę), to ocena w punkt trafiona! Raz obejrzany - szybko zapomniany.
A jeśli mowa o minimalizmie, to mogły to być chociaż jakieś teledyskowe perełki z czaderskimi choreografiami i wgniatającymi w fotel utworami. A musisz przyznać, że nie każda śpiewana i tańczona scena zasłuży na miano kultowej. O ile którakolwiek z nich zasłuży.

M: Ok, przyznaję, że moment tańca w gwiazdach był na maksa kiczowaty. Ale za to pierwszy dotyk rąk w kinie? i ta nieśmiałość? To było obłędnie życiowe! Poza tym - film nie kończy się tak, jak wszyscy myślą, że się skończy. I to, że od razu po seansie chce się rzucić wszystko i jechać do LA?

A: Ok, no to ja przyznaję, że zakończenie jest naprawdę dobre. Bardzo dobre. Ale spokojnie ten film mógłby składać się z 3 slajdów z napisami: 1. ona i on -> nie lubią się; 2. ona i on - > ojej, zakochana para! 3. ona i on - upsss, kryzys w związku.
Gdyby po tych slajdach zostało wlepionych tych kilka końcowych minut filmu, to czułabym się dokładnie tak samo, jak po przeżyciu całego, przeszło 2-godzinnego seansu. I szczerze? Nawet dokładnie nie pamiętam tej sceny w kinie, o której mówisz. 

M: No ok, ok, ok. Ale ten kryzys to była dość mocna rzecz, nie uważasz? Myślisz, że z kimś jesteś i go znasz. Przewidujesz jego marzenia. A tu nagle - NIE-E! Bo jak przeciętny człowieczek, ta osoba zaczyna marzyć o pinionszkach, sławie i byciu mainstreamowym. Zaprzecza własnej tożsamości.
Ryan na sesji zdjęciowej! Śmiałaś się!

A: Tak, śmiałam się i nawet powiedziałam tuż po wyjściu z kina, że był to jedyny moment filmu, na którym naprawdę bardzo dobrze się bawiłam.
A Ryana i Emmę (nawet nie pamiętam już imion ich bohaterów) chyba podświadomie połączyły takie same marzenia, czyli tak jak napisałaś - marzenia przeciętnego człowieczka. 

M: A ja uwierzyłam, że tę dwójkę łączy coś więcej. To, co między nimi się działo było chwilami magiczne. A czasem ledwo powstrzymałam głośne ''aaawwww''.

A: Jedyne aaaawwww, na jakie mogę się zdobyć jest skierowane do Ryana, ale rola w tym filmie nie ma z tym zupełnie nic wspólnego ;)

M: Przyznam się, że z ''minusów'' - Ryan doskonale zrobił wybierając karierę aktorską. Jako piosenkarz nie byłby taki dobry!

A: A ja znów zupełnie na odwrót! Wg mnie Gosling nie tyle byłby dobrym piosenkarzem, co naprawdę nim jest. Kilka utworów z płyty "Dead Man's Bones" wałkuję do teraz i mam do nich równie duży sentyment, jak do "Excuse Me" Pitbulla (wybaczcie czytelnicy, nie mogłam się oprzeć jednemu insajtowi ;) )
Za to Emma... blady głosik. O niebo lepiej wychodzi jej Lip Sync Battle u Jimmy'ego Fallona. Btw. to z jej udziałem jest jednym z moich ulubionych. 

M: To Excuse Me mogłaś sobie odpuścić...

A: Sorry

M: Żebyśmy się rzeczywiście nie pokłóciły i nie podzieliły bloga na ''In Love'' i ''With Movie'' mam coś dla Ciebie!




A: No i znów rozejm 😌

P.S.
Naprawdę próbowałyśmy się pokłócić, bo wiemy, że obrzucanie się błotem w świetle reflektorów mogłoby nam przynieść sławę, blichtr i piniondze, aleee sami widzicie, że się nie da. 
W każdym razie - nie poddajemy się i dalej szukamy filmu, który wzbudzi w nas totalnie skrajne emocje.

STAY TUNED


7 komentarzy:

  1. "No właśnie NIC, to słowo klucz przy okazji "La La Landu". NIC odkrywczego, NIC nadzwyczajnego, NIC wyróżniającego ten film spośród tysiąca innych historii o miłości itp." - jako stalker ILWM muszę się opowiedzieć za #TeamAgata. Też uważam, że to jedynie dobry film, o którym szybko ludzie zapomną.

    OdpowiedzUsuń
  2. Liczyłem na bitwę w kisielu, a tu nic... :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bitwy brak, ale emocje i tak spore :D

      Usuń
  3. Tero wielce rozejm, a wcześniej taka kłótnia, że szok! Dziewczyny przesadzacie z tym obrzucaniem się błotem :/

    OdpowiedzUsuń